Boże Narodzenie, Sylwester, Nowy Rok. Ja jako czujny bloger nie mogę tego przegapić. Postanowień żadnych nie będzie, bo o kant dupy je roztłuc można. Zacznę chodzić na siłownię, zrobię prawo jazdy, zostanę wolontariuszem w schronisku, nauczę się chorwackiego, będę jadł kozi ser, a potem strzelę sobie w łeb. Zamiast tego wolę sobie czegoś zażyczyć. Z ubiegłorocznych moich życzeń ani jedno się nie spełniło, nad czym trochę ubolewam, ale być może chciałem za dużo (BABY PLEASE COME HOME [U2]). Dlatego w nadchodzącym 2012 życzyłbym sobie: bardzo dużo pieniędzy, zmywarki, wyboru z pierwszym numerem w drafcie NBA, nowej płyty Ireny Santor, własnego tomiku poetyckiego, własnej serii perfum, prowadzenia rozdania nagród Róże Gali, zdobycia maksymalnej ilości punktów w Guitar Hero, napisania książki Bombardowanie
i okupacja, trzech labradorów (pamiętajcie, pies to nie prezent), dwóch butelek mleka, spotkania
z Piotrem Kraśko i gwiazdy na Hollywood Boulevard. Trzymajcie kciuki. I nie mówcie nikomu, że trochę oszukałem, bo jeden prezent już mam.

zmywarka jest w miarę możliwym do spełnienia życzeniem
dwie butelki mleka da się załatwić
19,99 zł za płytę Moturhet ?? To jak za darmo… w porównaniu z innymi zagranicznymi płytami(ba! nawet z polskimi).