wpis 9.
Powód frustracji:
Dlaczego, do kurwy nędzy, nie mam jeszcze wyrobionej tej zasranej legitymacji studenckiej (“kurwa nędza” nie została użyta tu bezpodstawnie i w poniższym tekście ponownie pojawi się przynajmniej raz)? Koleś, który składał papiery kilka dni po mnie, ma, laska, która dwa pierwsze zjazdy zaliczyła bez obronionego licencjatu, ma. Wszyscy mają, tylko, kurwa, nie ja. Kumpel mi pisze: Michał, idź se do dziekanatu, legitymacje już są, odbierzesz sobie i z głowy. Więc zapierdalam
z wywieszonym jęzorem do tego dziekanatu, na uczelnie ładuję się o rozsądnej godzinie piętnastej
i chuj, dziekanat czynny do czternastej. Myślę: easy, odbierzesz sobie przy okazji zjazdu. Nadchodzi okazja zjazdu. Czekam w kolejce. Kumpel mi mówi: Michał, wejdź se do środka, legitymacje leżą w koszyku, odbierzesz sobie i z głowy. Bardzo mi przykro, ale legitymację muszę wręczyć Panu osobiście – mówi, skądinąd, miła Pani z Dziekanatu. I już pierwszy wkurw. Czekam w kolejce. Pani z Dziekanatu ogarnęła koleżance jakieś zaświadczenie i pyta: Pan Baniowski, zgadza się? Tak, to ja – odpowiadam. Zaczyna grzebać w tym koszyku, grzebie, grzebie, nagle mówi: Bardzo mi przykro, ale Pańska legitymacja nie została jeszcze wyrobiona. Ja pierdolę! Posrało Cię? Pytam grzecznie: Jak to? Słyszę: No, normalnie. Ktoś musiał zapomnieć. Zajebiście. W takich sytuacjach należy pamiętać, aby zachować zimną krew i nie dać się zbyć: W takim razie, kiedy mógłbym się spodziewać swojej legitymacji? Na poniedziałek powinna być. Jak to, na poniedziałek, do kurwy nędzy, skoro ja studiuję, kurwa, zaocznie? Że niby mam wszystko rzucić
w pizdu i radośnie popierdalać jak ta Świtezianka w poniedziałek? Jeszcze przez najbliższe dwa tygodnie będę przepłacał za MPK (bo ja uczciwy jestem i zawsze kasuję bilet, a jak wiem, że będę więcej jeździł danego dnia, to nawet w całodobowy zainwestuję). A niech mi się, nie daj Bóg, jakaś podróż pociągiem trafi. Do Warszawy na przykład. Stówa nie moja. I kto mi za to zwróci? Uczelnia mi zwróci? Państwo mi zwróci? Ja pierdolę.
wpis 8.
Powód frustracji:
A dokładnie twórcy tego serialu. Ok, przyznaję się, dopiero wczoraj zakończyłem oglądanie pierwszego sezonu, ale już dowiedziałem się, że od trzeciego jest inna obsada. I to mnie naprawdę wkurza, mate!
wpis 7.
powód frustacji:
Jest mały, chudy, nosi okulary i źle się ubiera. Jest hipochondrykiem i nie lubi ludzi. A mimo to ludzie go kochają. I wciąż robi kapitalne filmy. Woody Allen, tak przyjemnie Go nienawidzić! Ale innym, bo ja dostaję spazmów, gdy go widzę. Szczególnie w Annie Hall. A teraz jeszcze nakręcił coś nowego. Nawet nie wiem, co.
wpis 6.
powód frustracji:
Za klęski żywiołowe, za nieudane mistrzostwa w Korei i Japonii, za słabnącą sprzedaż płyt, za kontuzję Wasilewskiego, za polskie komedie romantyczne, za niż demograficzny, za Modern Rocking, za niski stopień czytelnictwa w społeczeństwie, za Sylwestra z Dwójką, za Unię Europejską, za Gazetę Wyborczą, za dopalacze, za 144 tony przemyconego z Chin czosnku, za niechciane ciąże, za erotyczne zabawy gimnazjalistów, za uzależnienie od Facebooka, za mierne kontynuacje Shreka, za rozpad związku Alicji Bachledy-Curuś i Colina Farrella, za przysłowiowe dzielenie skóry na niedźwiedziu.
wpis 5.
powód frustracji:
John Pemberton, facet, który stworzył Coca-Colę. A to ja ją miałem stworzyć!
wpis 4.
powód frustracji:
Do tej pory myślałem, że Ryan Reynolds jest tylko piękny. I wszystko było dobrze. Aż do momentu, w którym obejrzałem Pogrzebanego. Wtedy okazało się, że ten koleś z On, Ona i pizzeria, Narzeczonego mimo woli
i Wiecznego studenta jest wyśmienitym aktorem. Niech zgnije w piekle!
wpis 3.
powód frustracji:
Jego nie da się lubić. Xavier Dolan ma 21 lat (dopiero!), czyli tyle samo, ile mam ja, i nakręcił film, którym zachwyca się cały świat. Co on tak naprawdę może wiedzieć o życiu? Dodatkowo jest piękny, przez co piękni fotografowie robią Mu piękne zdjęcia. Na pewno nie obejrzę Wyśnionych miłości. Co to, to nie!
wpis 2.
powód frustracji:
Ogólnie to lubię Mariusza Cala. Nawet bardzo. Świetny ziomeczek.
Ale zna Olgę Frycz. I to wystarczy, by się tu znalazł.
wpis 1.
powód frustracji:
Nienawidzę Maćka Piaseckiego. Dzisiaj kupił sobie drogi, gustowny sweter,
o którym zawsze marzyłem. Ponadto na przestrzeni dwóch tygodni poznał dwie piękne kobiety, które są Nim zainteresowane. Słynie z najbardziej seksownego głosu w radiu. Śpiewał w zespole rockowym. A to ja miałem śpiewać. Teraz, jak gdyby nigdy nic, chodzi po pokoju i udaje, że nic się nie stało. Jest zadowolony
i nuci.









ja też nienawidzę tego gościa…
Maciek to ewidentny Italiano Romantico. Wszystkiego nauczył się na polskim w szkole.
haha, poprawilo mi to humor.
baaardzo! pozdrowka!
Bardzo się cieszę. Twój komentarz też poprawia humor.
Też mam małą frustrację: Alice Glass. Ma tyle samo lat, co ja. Nie umie śpiewać, tak samo jak ja. Ma wszystko w dupie, podobnie jak ja. A jest sławna, piękna i pięknie wychodzi na zdjęciach. I ma piękne ubrania. Tyle. Dziękuję.
P.S. Nie oglądaj “Wyśnionych miłości”.
Doskonale Cię rozumiem Dag von D. Nie dajmy się!
Hej, facet, nie ma co się frustrować! Masz wszystko, co potrzeba, jak sądzę
A na kobiety są sprawdzone sposoby i nie ma co się dołować. Wystarczy się znać nieco na rzeczy
I nie wiem jak to możliwe, ale dla kobiety wygląd faceta i jego sweter mają o wiele mniejsze znaczenie, niż inne sprawy… I nie chodzi tu ani o pieniądze, ani o inną rzecz, o której mogłeś teraz pomyśleć
Wystarczy się tylko znać, znać pewne prawdy, przestać się bać i ruszać do boju
Michale, jeszcze wszystko przed Tobą
Coż tam Ryan Reynolds, ja Cię widziałam na scenie Kasprowicza, wymiatasz ^^. Coż tam Xavier Dolan, Ty jeszcze swój film możesz nakręcić. Cóż tam Mariusz Cal, nie znasz Olgi- to zawsze możesz poznać, i na koniec cóż tam Maciej Piasecki i jego sweter- kup lepszy, a co do pięknych kobiet- cóż z tego, że dwie
Najważniejsza jest ta jedna jedyna, czego osobiście Ci życzę (tak w ramach Świąt).
jeśli w serwisie nie istnieje cenzura, pozwolę sobie na króciutką recytację wierszyka, który powstał po przygodach z pewną firmą.
Em Pe Ka
chuje do lania
co jedno, to lepsze. wpis nr 6 to miazga.
Piasecki się nadaje! To ja mam najlepszy wokal, a on nawet nie potrafi zrobić mi porządnego podkładu do “sun of the blue sky” !
allen? ale no nie! kiepskie 2 ostatnie filmy. nie ma powodów do frustracji.
Ja tego Piaseckiego Maćka znam bardzo dobrze. Wielokrotnie nagrywałem jego wokale telefonem komórkowym.
Nie chce Cię martwić Michale, ale w 3 i 4 mamy nową obsadę, a później w 5 kolejna nowa banda. Nie wiem czy jest sens to oglądać, bo cała magia tego serialu tkwiła właśnie w obsadzie z 1 i 2. W tym miejscu chciałam powiedzieć “NIE” w oglądaniu amerykańskiej wersji Skins aka Kumple ( tylko w Polsce mogliśmy tak udolnie to przetłumaczyć…). It`s just piece of shit.
ten post to mistrz hhahah
Uśmiałam się, dzięki!
A Skinsi od 3go sezonu upadły (oprócz Effie), Xavier Dolan jest piękny że ah!, a coca colę mimo wszystko i tak miałam stworzyć ja. Pozdro!